Elana Toruń - Mieszko Gniezno 0:0

Elana Toruń - Mieszko Gniezno 0:0


Elana: P. Kryszak - Kowalski, Grala (żk) , Warczachowski (żk), Wróbel - Urbański (46, Jankowski), Świderek, M. Kryszak (80, Nowaczyk), Grzebel (61, Zgórzak), Młodzieniak - Dah (46, Maćkiewicz)

Każda passa musi się kiedyś skończyć. Po czterech z rzędu zwycięstwach torunianie stracili punkty. W sobotę zremisowali u siebie bezbramkowo z Mieszkiem Gniezno.

Gospodarze rozpoczęli spotkanie w takim samym ustawieniu, jak tydzień wcześniej we Włocławku. Ale grali zupełnie inaczej.
Goście bowiem okazali się znacznie silniejszym rywalem niż Kujawiak i nie pozwolili podopiecznym trenera Wiesława Borończyka rozwinąć skrzydeł.
Czekali na kontry
- Jeśli chce się z Torunia wywieźć jakiś punkt, a taki był nasz cel, nie można zagrać tutaj "otwartej" piłki - mówił po meczu Aleksander Stachowiak, trener przyjezdnych. - Dlatego wzmocniliśmy naszą defensywę i czekaliśmy na okazję do kontry. Takie były założenia taktyczne.
W pierwszej połowie jednak zbyt wielu takich sytuacji goście nie mieli. Tylko raz, w 12. min było groźnie pod toruńską bramką, ale strzał Marcina Michałowskiego w ostatniej chwili został zablokowany przez jednego z toruńskich obrońców.
Osiem minut później to gospodarze powinni objąć prowadzenie. Po świetnym, dalekim podaniu od Wojciecha Świderka piłka trafiła do Mariusza Kryszaka. Ten wbiegł w pole karne, gdzie został sfaulowany przez Mariusza Wysockiego. Do "jedenastki" podszedł Marcin Wróbel. Niestety, toruński obrońca strzelił mało precyzyjnie i bramkarz gości Marcin Ludwikowski wybił piłkę.
Po zmianie stron obraz gry był taki sam. Zespoły walczyły głównie w środkowej strefie boiska, a akcji podbramkowym było niewiele. Tak na dobrą sprawę to warto odnotować jedynie dwa niecelne uderzenia z półobrotu Jarosława Maćkiewicza. Poza tym z boiska wiało nudą.
Torunianie nie wygrali więc piątego meczu z rzędu. Na pocieszenie - śrubują inny rekord. W czterech ostatnich spotkaniach nie stracili bramki.
Brakowało agresji
- To chyba jedyne pocieszenie, bo z postawy zespołu nie mam prawa być zadowolony - stwierdził trener Wiesław Borończyk. - Zagraliśmy przede wszystkim za mało agresywnie. W takim wypadku trudno strzelić bramkę zespołowi, który broni się wieloma graczami. Próbowałem zmian w składzie, w ustawieniu, ale niewiele to dało. Moim zdaniem mecz rozstrzygnął się do przerwy. Niewykorzystany karny podciął skrzydła moim zawodnikom.
(rk)


<<< powrót