|
Unia Janikowo - Elana Toruń 0:0 (0:0) |
|
Unia Janikowo - Elana Toruń 0:0 (0:0)
Elana: Saładziak - Kowalski, Warczachowski, Świderek, Wróbel (żk) - Grzebel (żk; 46, Zamiatowski), Sarnecki, M. Kryszak (żk; 75, Maćkiewicz), Młodzieniak (90, Grala) - Dah (cz.k - 76 min), Jankowski (63, Urbański) Drużyna Elany podtrzymuje passę meczów bez straconej bramki. W sobotę zremisowała 0:0 na trudnym terenie w Janikowie. - Z wyjazdowego remisu w Janikowie trzeba być zadowolonym, tym bardziej, jeśli mecz kończy się w dziesiątkę - mówił po spotkaniu trener Wiesław Borończyk. - Ale uważam, że byliśmy nieco lepszym zespołem i dlatego mam pewien niedosyt. Skład bez zmian Torunianie rozpoczęli mecz w takim samym ustawieniu, jak ubiegłotygodniową potyczkę w Trzebiatowie. I pierwsza część przebiegała przy ich niewielkiej przewadze. Groźnie pod janikowską bramką było już 6. min, kiedy z rzutu wolnego, z odległości ok. 25 m, strzelił Robert Warczachowski. Bramkarz Unii Marcin Ciesielski wybił jednak piłkę na róg. W 28. min prowadzenie dla gości mógł uzyskać Mariusz Kryszak, ale z 16 metrów strzelił zbyt słabo, aby pokonać golkipera gospodarzy. - Mariuszowi w tej sytuacji zabrakło trochę zimnej krwi, bo, moim zdaniem, pospieszył się z oddaniem strzału. Mógł wbiec z piłką w pole karne - uważa szkoleniowiec żółto-niebieskich. Najlepszą sytuację dla torunian zmarnował jednak w 37. min Valentin Dah. Dostał świetne podanie od Piotra Sarneckiego, ale jego uderzenie z 5 m było zbyt lekkie i Ciesielski złapał piłkę. Dopiero tuż przed przerwą pierwszą groźniejszą akcję przeprowadzili janikowianie. W długi róg strzelał Krzysztof Filipek, jednak Mateusz Saładziak nie dał się zaskoczyć. W przerwie trener Borończyk zmienił Grzegorz Grzebela na Dawida Zamiatowskiego. I właśnie popularny "Perek" już w 47. min popisał się indywidualną akcją i strzałem, który sprawił trochę kłopotu Ciesielskiemu. Dwadzieścia minut później znakomicie spisał się z kolei Saładziak, który nie dał się pokonać Filipowi Marciniakowi w sytuacji sam na sam. W 76. min torunianie zostali osłabieni. Czerwoną kartkę ujrzał Dah. - Była to zbyt pochopna decyzja sędziego - uważa Wiesław Borończyk. - Valentin chciał nogą przyjąć "wysoką" piłkę, o którą walczył też Marciniak. I przypadkowo trafił rywala w głowę. Faul był, co do tego nie ma wątpliwości, ale na pewno nie na czerwoną kartkę. Podobnego zdania byli też zresztą obserwatorzy tego meczu. Jak się dowiedzieliśmy, działacze toruńskiego klubu zastanawiają się, czy nie złożyć odwołania w celu anulowania kary piłkarzowi z Burkina Faso. Spokojna końcówka Ostatni kwadrans goście grali więc w dziesiątkę, ale rywale, poza strzałem w zewnętrzną część słupka Marciniaka w 83. min, nie stworzyli większego zagrożenia. - Znów dobrą zmianę dał Jarek Maćkiewicz, który uspokoił naszą grę w środku pola - kończy toruński trener. - Końcówka meczu nie była nerwowa, znacznie gorzej pod tym względem było choćby w Policach. Graliśmy rozsądnie i utrzymaliśmy remis do ostatniego gwizdka sędziego. (rk)
|